Wróg

Charlie Higson

 




 Autor:  Katarzyna K. III a

 Data:  2015-05-22 17:20:34


 
Dzieło Charlie'ego Higsona - "Wróg" wciągnęło mnie między swoje czarne, splamione epidemią strony i nie zamierza wypuścić mnie ze swojego uścisku do teraz. Książka ukazuje nam mroczny, i niebezpieczny świat, pomału zatapiając czytelnika w swojej niezwykłej historii, zmusza go do przewracania kolejnych jej stron, powoli odkrywając przed nim mroczne sekrety, dotkniętego przez bezlitosną chorobę świata. W jej mrocznym wnętrzu spotykamy naszych młodych i nierozważnych rówieśników, którzy zostali pozbawieni ich głównego wsparcia-dorosłych. Dzieci muszą szybko dorosnąć i nauczyć się walczyć o przetrwanie w świecie trawionym przez epidemię, która sprawiła, że ich jedyni opiekunowie stali się śmiertelnymi wrogami. Okrutny świat powieści Higsona dał mi dużo do myślenia. Wielu zapewne nauczył kochać to, co zostało nam dane, oraz szanować swoje własne, jakże kruche życie. Wielu jednak nie zdaje sobie z tego sprawy i obojętnie przechodzi obok stojącej na półce szkolnej biblioteki, książki o czarnych stronach, która chciwie spogląda na mijających ją uczniów i tylko czeka aby pochwycić w swe papierowe szpony kolejny umysł młodego czytelnika i uwięzić go, choć na trochę w swoim mrocznym świecie.



 Autor:  Marta K. III a

 Data:  2014-12-25 16:44:40


 
Nie wiem jakim sposobem tak wielką uwagę przyciągają książki o epidemiach i apokalipsach. Może społeczeństwo lubi przestrzegać samych siebie przed możliwymi tragediami? Czyżby w dzieciństwie opowiadano nam tak wiele uroczych i słodkich bajek, że teraz musimy wyrównać poziom cukru w naszej podświadomości? A może gdzieś po cichu każdy ma w sobie coś z szaleńca i odreagowuje zapędy przy czytaniu o wszelakich nieszczęściach? Niezależnie od powodu łapiemy za takie lektury. Ja również i muszę przyznać, że nie znalazła się jeszcze taka opowieść z tego rodzaju, która by mnie zawiodła. Na przełomie klasy 6, a 1 gimnazjum w moje ręce wpadła książka "Wróg". W tym roku przeczytałam ją ponownie. Mam sporo odczuć związanych z tym utworem. Zacznę od negatywnej cechy, którą o dziwo jest... okładka. Jakkolwiek płytko, by to nie brzmiało. Stwory zombie, które się na niej znajdują wysyłają (przynajmniej do mnie) jeden komunikat: "Głupia, prosta i nudna historyjka o stworzeniach, które pożerają innych, nic wartego uwagi". Kojarzy mi się to ze zwyczajnym kiczem, a mimo że nie powinno oceniać się książki po okładce to wiem, że niektórzy nie wzięliby jej do rąk. Smutne, ale prawdziwe. Z drugiej zaś strony kartki z zewnątrz są czarne, co wyróżnia ją na tle pozostałych. Co jednak znajdziemy w środku? Literki, oczywiście. Odkrywcze to nie jest, ale co sobą tworzą - to dopiero ciekawa sprawa. Cała opowieść jest o grupie, nie jednostkach. Dzieciaki zmagają się z epidemią, która wywołuje u osób w pewnym wieku straszne skutki. Umierają, albo przestają mieć cokolwiek z człowieka. Ich ciała rozkładają się, a oni sami stają się bezmyślnymi istotami, które krzywdzą innych. Tym samym na barki osób w podobnym mi wieku, bo najstarsi mają około 15/16 lat, spada odpowiedzialność za tych najmłodszych. Ci którzy przeżyli razem próbują przetrwać. Zabarykadowani w dawnym supermarkecie walczą nie tylko z głodem, czy strachem przed dorosłymi, którzy czekają na to, aż wyjdą na zewnątrz. Historia mówi o ciężarze władzy, jakie bezpieczeństwo przynosi nam bycie w grupie, stracie bliskich , czy też zmaganiu się z faktem, iż nigdy nie wróci się czasu, nie przeżyje tych spokojnych chwil, gdzie los nie wymagał tak wielkiego poświęcenia. Wszystkie zdarzenia rozgrywają się w Londynie, co bardzo zadziałało na moją wyobraźnię. Byłam tam, więc w wyobraźni dostrzegałam to wyniszczone miasto. To,co widziałam jako tak piękne miejsce, dosłownie zmieniało się w ruinę z każdą przeczytaną stroną. Czas jednak wspomnieć o tych, którzy tworzyli jedynego bohatera tej historii - całej armii dzieci. Nie chcę wymieniać żadnych imion, ani określać gdyż autor sam tego nie uczynił. Poznajemy ich już w trakcie dziejącej się masakry, a ich charaktery odkrywają się przed nami z każdym kolejnym zdarzeniem. Jedni są bardziej odważni, chcą walczyć, wkładem innych w pomoc jest siła słowa, pomaganie rannym. Wspólnie tworzą jedną całość - ludzi, którzy chcą znaleźć miejsce, w którym wszystko będzie jak dawniej. Charlie Higson nielicznym momentami ukazywał, jakie są jego postacie, nie odbierając przy tym czasu żadnej innej. Nikt nie górował,nikogo nie poznajemy zbyt blisko. Wprowadził niejaką sprawiedliwość między nimi, by czytelnik zdawał sobie sprawę przez cały czas o każdej z osobna. Może lekko przesadził z tym, że dowodzący grupami są aż zbyt odpowiedzialni, ale ja jestem w stanie uwierzyć w to, że w obliczu zagrożenia są osoby, które wiedzą, że ktoś musi dorosnąć i zadbać o wszystko. Niby czytając, nie przywiązujemy się do nich, gdyż nie zachodzi bliskie spotkanie z nimi, ale kiedy odchodzą to czuć to. Nawet jeśli inni bohaterowie, tak silnie napiętnowani śmiercią, nie przeżywają tego ze łzami, to jest gdzieś ten smutek i w czytelniku i w nich. Nie wypowiedziany, ale żywy. Nie na zewnątrz, a w sercu. Akcja rozwijała się rzeczowo. Zdarzenie, reakcja, idziemy dalej. Miał swój rytm i tempo. Każdy zwrot akcji pchał ją jeszcze dalej i dalej. "Wróg" to thriller dla młodzieży. Bardzo krwawy i mimo prostoty opisów to okropnie brutalny. Szczery, agresywny, dobitny. W końcu to epidemia, walka, niczym chmura zapowiadająca rychły koniec świata. Autor utrzymał swój pomysł właśnie w tak okrutnym klimacie przez cały czas. Utwór podobał mi się, bo pokazał siłę zjednoczonych ludzi, emocje stłumione przez wszystkie okropieństwa dookoła. Wszystkie wrażenia przy czytaniu są nie do zapomnienia. Ten bunt podczas poznawania historii. "To dziecko! Tak nie wolno! Nie, dlaczego on? Przecież on miał mu do powiedzenia to, a ten był jego przyjacielem, a ten kochał tamtą...". Bez względu na nasze "widzimisię" twórca postąpił tak, jak chciał. Na tym według mnie polega niezwykłość tej książki. Nawet jeśli czytało się serię "Gone", czy "Las zębów i rąk" i dostrzega się podobieństwa między tymi utworami, a "Wrogiem" to muszę powiedzieć, że i tak warto ją przeczytać, bo mimo tych analogii to jest odrębna historia, która zaskakuje tak samo, a może i jeszcze bardziej!. Nadaje się i dla chłopaka i dziewczyny, dorosłego i młodzieńca. Byleby nie zaczynały lektury osoby zbyt młode i delikatne. Jedyną bolesną rzeczą może być tak naprawdę fakt, że tylko ta część została przetłumaczona i wydana w naszym kraju. Pozostaje tylko nadzieja, że kiedyś pozostała 6 znajdzie się i na naszych regałach.