Angelfall

Susan Ee

 




 Autor:  Marta K. II a

 Data:  2014-03-28 07:31:58


 
Stephanie Meyer stworzyła nowego wampira, J.K. Rowling nową odsłonę czarodzeja, a Susan Ee moim zdaniem anioła. Anioł to istota znana w literaturze, bardzo schematyczna i oczywista, ale na kartach tej powieści osiąga zupełnie inny wymiar. Nowe cechy i działania, przeżycia jak i postępowania. To właśnie one okazują się najgorszą rzeczą jaką spotyka ludzkość. Miały chronić, przecież tyle mówiło się o stróżach, zwracano się do nich o pomoc. Społeczeństwo żyje w świecie postapokaliptycznym. Nie ma już państw, żadne prawa nie obowiązują, ludzie nie żyją, jedynie walczą o przeżycie. W ich sercach jest miejsce tylko na strach przed brutalnymi i bezwględnymi gangami, a także Najeźdźcami-Aniołami. Tylko jedna nastolatka, Penryn ma cel-uratowanie ukochanej siostry. Los jednak jej tego nie ułatwia - jest zaplątana w niezwykle dziwną i przerażającą relację z wrogiem, która doprowadza do dramatycznych zdarzeń, a te wystawiają na próbę ich oboje. Czy podejmą słuszną decyzję? Do problemów głownej bohaterki dochodzi także matka schizofreniczka, co do której poczytalności sama nie jest przekonana oraz wszystko to, co napotyka w drodze przemierzając wyludnioną Kalifornię. Sądzę, że książka jest wspaniałym debiutem tej pisarki i nie mogę się doczekać dalszych części serii. Pełna jest przerażających opisów, które u ludzi o słabych nerwach mogą wywoływać odruch wymiotny jednak są bardzo realistyczne. Podczas powolnego umierania cywilizacji nikt nie odchodziłby ani egzystował spokojnie. Postacie są barwne, ciekawe, tajemnicze i działają tak, że czytelnik sam nie wie czy na ich miejscu potrafiłby podjąć dobrą decyzję. Akcja jest płyna, ciekawa i wciągająca. Nie brakuje genialnych dialogów, podcza których człowiek nie ma pojęcia czy ma się śmiać, czy bać tego, co jeszcze może nadejść. Idealnie zrównoważona ilość ironii, sarkazmu, strachu, humoru i tragizmu w jednym. Relacje bohaterów, na praktycznie żadnym etapie czytania, nie są jednoznaczne. To co jest nowe zawsze przyciąga, ale to co jest świeże i od pierwszej strony wciąga jeszcze bardziej. Na okładce możemy spotkać napis: "Aniele, stróż mój... - szeptaliśmy te słowa modlitwy przez setki lat, ale teraz okazuje się, że się myliliśmy. Czy nie jest to zachęcające? Na początku czytania wydało mi się, że to wszystko jest przesadzone i nie mogę nie przyznać, że podchodziłam do powieści bez jakichkolwiek oczekiwań. Był to zapychacz wzięty z pierwszej lepszej półki w bibliotece, okazał się jednak historią, której nie zapomnę jeszcze długo, czego kompletnie się nie spodziewałam. Nie jest łatwo zbudować napięcie, ale Susan Ee udało się. "Angelfall" jest jak na razie najlepszą przeczytaną przeze mnie książką w 2014 roku i obawiam się, że chwilowo nic jej nie przebije. Chyba, że kolejna część tej serii! Mam nadzieję, że każdy kto po nią sięgnie nie będzie zawiedziony, bo ja nie umiałam znaleźć w niej minusów. Nie licząc tego, że za szybko się skończyła, a na następną część trzeba niestety czekać.